Rowerowe królestwo 

Wszyscy znamy ten widok. Małe ceglane kamienice, czerwone okiennice, w kanale leniwie płynie woda, a w centralnym punkcie kompozycji-rower! Ten najlepszy, dwukołowy przyjaciel każdego mieszkańca zatłoczonych metropolii, całkowicie wpisał się w krajobraz dzisiejszej Holandii. Jeżdżą wszyscy, bez względu na wiek i płeć. Począwszy od zwykłych obywateli, przez premiera, a kończąc na rodzinie królewskiej, na czele z samym królem. Spróbujmy zbadać ten fenomen, aby odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Holendrzy i Holenderki pokonują średnio ponad 1000 km rocznie na rowerze? 

Holandia kołem się toczy.

Rowery w Holandii są dosłownie wszędzie. Ich kierownice oraz wszechobecne, stylowe kosze wystają zza każdego rogu. Jeżeli zajrzymy do statystyk, okaże się, że mamy większą szansę, że naszym oczom ukaże się rower, niż człowiek (nie zmyślamy, obecnie w Holandii mieszka ponad 17 mln ludzi, którzy posiadają 22 mln rowerów). Jednakże nie zawsze tak było. Rower pojawił się w światowej stolicy tulipanów dopiero w latach 80’ XIX wieku. Choć na początku traktowane były jedynie jako ciekawostka i nowinka techniczna, już w 1911 roku Holendrzy posiadali więcej rowerów per capita niż jakiekolwiek inne państwo w Europie. Sytuacja na chwilę uległa zmianie po II Wojnie Światowej. Wtedy to jako środek transportu upowszechniły się samochody, a ich ogólna dostępność oraz niewygórowana (jak na tamte czasy) cena sprawiły, że rower poszedł w odstawkę. Nie trwało to jednak długo. W 1970 roku Holendrzy ponownie wyjęli zakurzone dwukołowce z piwnic. Wtedy to rozpoczęła się ogólnokrajowa akcja (Stop de Kindermoord) dotycząca bezpieczeństwa dzieci na drogach. Kto był głównym winowajcą? Pojazdy osobowe. Miarka się przebrała, a obywatele zapragnęli głębokich reform.

Ścieżka sukcesu

Od 1970 roku minęło trochę czasu, ale to właśnie od tego momentu, rząd holenderski rozpoczął długą drogę mającą na celu podniesienie bezpieczeństwa transportu osobistego oraz usprawnienie infrastruktury rowerowej. Jak im poszło? Cóż, powiedzieć że nieźle, to właściwie nic nie powiedzieć. Obecnie możemy skorzystać nie tylko z przeogromnej sieci dróg i ścieżek rowerowych (tych łącznie jest ponad 35 tys. km, a liczba ta ciągle rośnie!), ale również ze specjalnych skrzyżowań czy wielopiętrowych parkingów. Dosłownie w każdym miejscu znajdziemy samoobsługowe stacje do naprawy i serwisu rowerów, a ich wypożyczalnie znajdziemy praktycznie w każdym mieście. Nie musimy chyba dodawać i przekonywać, że beneficjentem tych wszystkich zmian, jest środowisko oraz zdrowie.

Rowery nie są dla Holderów jedynie środkiem transportu, który pozwala im sprawnie przemieszczać się z punktu A do B. Zamiast tego stały się częścią ich tożsamości kulturowej oraz świadomości społecznej. Cóż, nie pozostaje nam nic innego, jak tylko skorzystać z ich doświadczenia i ruszyć przed siebie na naszym dwukołowcu.